I can’t find myself…

Wczoraj wzięłam leki, bo ciężko mi było wytrzymać samej ze sobą. Zadzwoniłam do Stevena, żeby się pożegnać. Nasza ostatnia rozmowa dwa miesiące temu nie była taka jak powinna. Musiałam z nim porozmawiać jeszcze raz. Dobrze było zakończyć to tak jak powinnam. Po tej rozmowie jestem też pewna, że wykorzystałam go po tym jak Deniss wyjechał. Wmówiłam sobie jakieś uczucie, które nie istniało. Źle mi z tym. Szkoda, że nie da się cofnąć czasu.

Ogólnie radzę sobie trochę lepiej, choć nadal poza koniecznymi rzeczami nie robię nic oprócz płaczu i byciem smutną. Nie potrafię się do niczego zebrać. Potrzebuję więcej czasu. Strasznie mi ciężko z powodu Denissa. Pojawił się Luke, którym myślę, że chcę go sobie zastąpić. Ale to jeszcze bardziej wszystko komplikuje. Bo czuję, że powinnam sobie odpuścić, zmusić się do tego, żeby przestać o nim myśleć. Ale jakoś w ogóle mi to nie wychodzi…

Bo ta iskra w oczach… Ta iskra, którą ma Luke, która tak przypomina mi Denissa wszystko utrudnia. Sprawia, że rodzą się we mnie tak silne wątpliwości. I tu dochodzimy do sedna. imagessBo tęsknota za D to jedno, a pojawienie się Luke’a i moje wątpliwości to drugie. Przecież ja znam siebie. Wiem, że nie chcę takiego układu jakiego on chce ode mnie. Będę nieszczęśliwa i będę tego żałować. Dlaczego więc tak bardzo mnie do tego ciągnie?

Wiem, że mam w sobie mroczną część. Taką część, która jakby miała decydować o tym jaka jestem to piłabym często imprezując, brała narkotyki, paliła co popadnie i spotykała się z wieloma facetami. I choć wiem, że byłabym nieszczęśliwa, to ta część bardzo chce żebym taka była. A ja nie wiem, na ile to jest mroczna część mnie, którą każdy z nas ma. Taka część, która reprezentuje nasze „gorsze”, „grzeszne”, bardziej te „złe” pragnienia. A na ile jest to część mnie, którą znam tak dobrze. Autodestrukcja. Bo skoro wiem, że będę nieszczęśliwa, a ta część tak bardzo mnie do tego ciągnie to może nie jest to to, czego pragnę tak bardzo tylko to, co może mnie zniszczyć. Przecież moja autodestrukcja zawsze marzyła żeby mnie zniszczyć. Ta część mnie tak wiele razy wygrywała i zawsze kończyło się to katastrofą…

Dochodząc do sedna, nie wiem na ile to moja choroba próbuje sprowadzić mnie do miejsca, w którym znów zniszczę to wszystko co budowałam ostatnimi miesiącami, a na ile jestem po prostu złym człowiekiem, z mrocznym wnętrzem. Bo czuję się teraz złym człowiekiem. Bo skoro te ostatnie miesiące były dobre i ja czułam się dobrze z byciem dobrą, a tak ciągnie mnie do złego, bo pojawił się taki Luke i mnie pocałował pocałunkiem łobuza, to czy ja mogę być dobrym człowiekiem? Czy jest na to choć 1% szans? Nie wierzę w to. Już nie…

Mimo to… żyję…

El.

1 komentarz

  1. ~Anonimowy · 20 grudnia 2016 Odpowiedz

    Nie rób tego! Nie myśl o Luku. Nie bądź egoistką. Pomyśl o jego uczuciach. O nim. Chcesz być z nim tylko dlatego, żeby Ci zastąpił Denisa (nie zrobi tego), po czym i jego rzucisz? Cholera jasna! Czyjeś uczucia to nie jest zabawka, kiedy to w końcu kobiety zrozumieją?!

Zostaw odpowiedź