życie to choroba która zabija najszybciej.

Znów ktoś mnie zranił. Znów pozwoliłam komuś żeby mnie zranił…

Jestem tak bardzo zła na siebie. Bo od wielu lat pilnuję tego, żeby nie ufać ludziom. Żeby nie mówić im o sobie nic, prawie nic, albo mówić mnóstwo kompletnie nieistotnych rzeczy, tak żeby nie odczuli tego, że nie ufam im nawet w 0,5%.

Wiem, że mam. Jeszcze raz. Wiem, że miałam przyjaciół, którym mogłam ufać. Których znałam i wiedziałam czego mogę się spodziewać po danej relacji. Miałam ich trochę. I w każdej potrafiłam znaleźć coś czego potrzebuję. A teraz. Teraz czuję, że straciłam ich wszystkich. Niektórych może kiedyś odzyskam. A niektórych już nigdy…

Ale do rzeczy. Po co znów gadać o przeszłości. 1269204382_by_Nonna_600Skupmy się na tym, co spie***łam teraz. Po pierwsze za błąd uważam to, że zaufałam Mike’owi. Bo nie wiem co z tego będzie, a nie chciałabym żeby kiedyś było tak, że jeśli się rozstaniemy to intymne szczegóły mojej zrytej psychy pójdą w świat. A wiem, wiem, że tak może się stać…

Po drugie, poznałam tutaj w pracy kogoś. Gadaliśmy, żartowaliśmy. Czułam, że to taka moja chmura, na którą mogę wsiąść i odpłynąć od moich wszystkich problemów. Choć na chwilę.

I nagle. Odwidziało się. Człowiekowi znudziło się czy cholera wie. Jednak nie chce mu się ze mną gadać, bo chce być sam. Jakbym miała deja vu…

Znałam go krótko. Nie przywiązałam się do niego. Ale dałam mu moją małą cząstkę zaufania. Moją bardzo mocno strzeżoną cząstkę mojego zaufania. A on ją wziął, uśmiechnął się… I wyrzucił do kosza na moich oczach…

Tak. Zabolało.

Bo to nie chodzi już o tego konkretnego człowieka. Zapomnę o NIM w ciągu kilku dni. Ale nie zapomnę o TYM. Nie zapomnę, że po raz setny w moim życiu ktoś mnie tak potraktował. Zranił mnie, zostawił, bez żadnego wyjaśnienia. Bez żadnego znieczulenia…

(Bo tak jest od początku. Bo z tego wzięło się moje borderline. Bo od zawsze ktoś mnie co rusz w jakiś sposób odrzuca. I teraz nawet najmniejsze takie sytuacje ja przeżywam naprawdę bardzo mocno. Oczywiście za mocno. I co z tego, że to wiem. To nie zmienia tego co czuję.)

Znów się pomyliłam. Ile razy jeszcze mam dostać w łeb żeby zrozumieć, że NIE MOGĘ ufać JUŻ NIGDY NIKOMU? Bo coś ze mną jest nie tak. Bo pewnie robię coś, może nawet zawsze to samo, co nie mam pojęcia czym jest, ale zawsze wszystko niszczy.

Więc teraz siedzę tu. Płaczę. Boli mnie żołądek. Boli mnie kręgosłup. Tabletki nie działają. Muszę iść do pracy. Muszę udawać, że jest wszystko super. A bardziej niż wszystko inne, boli mnie pocharatana dusza. A tabletki nie działają…

Zostaw odpowiedź