kilka prostych słów.

Nie zaglądam tu zbyt często, i nie dzieje się tak z powodu lenistwa, ani braku czasu. Mam chęci i czas. Czego więc mi brak?

Ta chora wariatka, borderline, odbiera mi siły do realizacji chęci i wypełnia posiadany czas frustracją tym spowodowaną.

Tak więc, przez pięć dni w tygodniu, kiedy chodzę do pracy, poza pracą, jem co koniecznie, myję się i śpię. A właściwie śnię na jawie, mając okropne i mroczne koszmary, które sprawiają, że budzę się z krzykiem i poczuciem wycieńczenia. Nie fajnie, mówię Wam.

A następne dwa dni kiedy mam wolne od pracy, sprzątam , piorę, robię wielkie zakupy, a kiedy już zrobię to co absolutnie konieczne do egzystencji, zatracam się w samej sobie aż znów rozpoczyna się praca.

Jednak w całym tym jakże żałośnie ułożonym chaosie znalazło się dziś coś, co zajaśniało jak taka mała spadająca gwiazda, która na mocno granatowym tle nieba rozbłyska pełnią światła i zmienia tak wiele.

Weszłam dziś na bloga, 876d45ea2fbfa84191f0f0cf6ed7305bpo kilku dobrych dniach nie zaglądania tutaj, i zastałam pod jednym z ostatnich wpisów komentarz.

Tamten wpis był opowiadaniem o trudnych, przykrych do zniesienia emocjach, z którymi mierzy się osoba z borderline, taka jak ja. I choć ktoś mógłby uznać ten wpis za narzekanie na cały świat, to był opowiedzeniem historii o uczuciach. Każde coś wnosi, każde coś zmienia. I choć jest mega ciężko to na końcu napisałam, że mimo to żyję.

Chciałam tutaj podziękować chłopakowi o nicku Blister. Bo myślę, że mało jest takich ludzi, którzy w takim wpisie jak tamten -niby smutnym, niby męczącym, niby negatywnym- potrafią dostrzec zawartą w trzech słowach nadzieję, wiarę, motywację, siłę i walkę. Chyba po raz pierwszy od kiedy założyłam tego bloga, ktoś dostrzegł to co najważniejsze w moich postach. Bo mi właśnie o to chodzi. Żeby powiedzieć i pokazać innym zatraconym ludziom: tak, jest ciężko. Ale zobacz. Mimo bólu, mimo WSZYSTKIEGO, można dalej żyć. A ja WIEM, że każdy, kto mimo takich i miliona innych tak trudnych emocji wciąż żyje, nie tylko walczy, ale WYGRYWA.

Nie ma co okłamywać siebie i innych, że nie jest źle. Ja nie będę tego ukrywać: jest totalnie, kompletnie beznadziejnie ciężko.  I co z tego? Czy to oznacza, że masz się poddać? Oddać walkowerem własne życie?

Ja pokazuję tutaj emocje, nawet te najtrudniejsze, ale też te najpiękniejsze, bo wiem, że i te już były i jeszcze będą. A przesłanie jest takie: jest masakra. Trzeba się do tego przyznać, trzeba to przeżyć tak długo i mocno jak potrzebujemy. Tylko to sprawi, że kiedyś odnajdziemy rozwiązanie w naszych głowach, sercach i duszach, a potem nabierzemy sił, żeby to zrealizować.

Bo tylko uważne obserwowanie własnego bólu pomoże nam znaleźć jego przyczynę. Tylko przypatrywanie się porażkom pomoże nie popełniać znów tych samych błędów. A koniec końców tak wyćwiczona i przeorana bólem uważność, sprawi, że nigdy nie przegapimy najprostszych pięknych rzeczy w naszych życiu, które uczynią nas szczęśliwszymi i lepszymi ludźmi.

Jeszcze raz dziękuję za znakomitą pointę Blister: „Mimo to… żyję – i to jest zajebiste”

Elissa

Zostaw odpowiedź